czwartek, 17 maja 2012

Chapter 8

Był nieźle wstawiony i z wielkim trudem udało nam się od niego wyrwać, Amy przy okazji dostała kilka razy po twarzy ale przekonywała nas, że to nic poważnego. Przyjaciółki stwierdziły, że jeśli wrócą upite do domu to rodzice je zabiją także zaproponowałam nocleg u siebie. Po cichu weszłyśmy do domu, oczywiście musiałam się po drodze wywalić, tak to już jest ze mną kiedy próbuje utrzymać równowagę. Na zegarku właśnie wybiła 3 w nocy. Razem nie mogłyśmy zasnąć i zaczęłyśmy rozmawiać. Głupia ja, przypadkowo zeszłam na temat chłopaków. Miałam przeczucie, że któraś z nas zaraz coś palnie no i nie myliłam się.
- A Ellie podoba się Niall - powiedziała śmiejąc się Amy Stewart, którą miałam wtedy ochotę udusić.
Oli natychmiast zmierzyła mnie wzrokiem jakby to była jakaś zbrodnia. Schowałam głowę w dłoniach na znak że jestem bezradna i tyle.
- Kiedy miałaś zamiar mi to powiedzieć? - mówiła przez zaciśnięte zęby
- Szczerze? Nigdy. Widziałam jak z nim flirtujesz, wiedziałam, że jak ci to powiem to mnie znienawidzisz
- Ale przecież El była pierwsza - dodała Stewart
Opowiedziałam o tym, że to ja faktycznie "byłam pierwsza". Olivii zrobiło się trochę głupio i stwierdziła, że będzie musiała zostać z Liamem. "No to droga wolna..." - pomyślałam zatapiając się we śnie

***
Obudził mnie wibrujący telefon. Dziewczyny jeszcze spały, więc postanowiłam ruszyć się aby zobaczyć co tak mi nie daje spokoju. Sms od Harry'ego "Nieźle wczoraj zabalowałyście. Może miałabyś dzisiaj ochotę na spotkanie ze mną?" Spojrzałam na godzinę. 11:23. Cholera. Myślałam, że wyrobię się dzisiaj do szkoły, ale jak zwykle nie udało mi się. Odpisałam "No dobra, tylko o której i gdzie?" Po chwili odpisał "O 15? Tam na ławce gdzie po raz pierwszy się spotkaliśmy". Nie wiedziałam o co mu chodzi z tym spotkaniem, ale zaryzykuję. Na szczęście Amy i Oli zaczęły już się budzić bo sama chyba bym umarła z nudów. Pierwsza zajęłam łazienkę. Umyłam zęby, obmyłam twarz lodowatą wodą, ubrałam się w czarne rurki i cienki, szary sweterek zakładany przez głowę oraz zrobiłam warkocza z boku. Wyznaczona godzina zbliżała się nieubłagalnie szybko. Zarzuciłam tylko na siebie ramoneskę, nałożyłam czerwone conversy i wyszłam. Ruch w Londynie jak zwykle był bardzo duży i cudem dotarłam na czas. Styles już czekał.
- O wybacz, musiałeś na mnie czekać
- Właściwie, to dopiero przyszedłem, usiądź - powiedział łapiąc mnie delikatnie za dłoń, co wydawało mi się troche dziwne, ale nie wnikałam - Chciałbym o czymś z tobą porozmawiać
- O czym?
- O nas.
- A, o nas. No ok, to w takim razie nawijaj - starałam się być na luzie, ale w rzeczywistości w środku trzęsłam się jak galareta
- Dobra, więc nie lubie nawijać w bawełne, wale prosto z mostu, ostrzegam. - wziął głęboki oddech - Um... El, czujesz coś do mnie?
- To znaczy, wiesz... ym, to nic poważnego w sumie. Uważam Cię za przyjaciela i nie chciałabym tego zmieniać
Nie uzyskałam odpowiedzi. Chłopak po prostu przytaknął i odszedł. Chyba nie takiej odpowiedzi się ode mnie spodziewał. Za nim zdecydowałam się pobiec za nim zniknął mi z pola widzenia. Zrezygnowana poszłam jeszcze do Milkshake City, bo nie chciało mi się od razu wracać do domu.
- Shake'a truskawkowego proszę - wydukałam stojąc przy kasie
Po chwili mój napój był już gotowy, więc usiadłam gdzieś w kącie knajpki co chwilę popijając i spoglądając w okno - tak na zmianę. Oczy ciągle mi się przymykały, była to wina chyba tej tragicznej pogody. W końcu rozpadało się i postanowiłam czym prędzej wracać. Po drodze dostałam jeszcze smsa od taty "Będę dzisiaj później, musiałem jechać na komisariat coś wyjaśnić". Na miejsce dotarłam po około pół godziny. W między czasie sprawdziłam skrzynkę na listy, co zdarzało mi się wprawdzie bardzo rzadko. 2 listy zaadresowane do mnie, dziwne - pomyślałam wkładając je do kieszeni. Byłam cała przemoczona i od razu poszłam do łazienki się osuszyć. Był już wieczór, dlatego włączyłam telewizor, wyjęłam z zamrażarnika duży kubeł lodów i wygodnie położyłam się na kanapie. Co sekundę przełączałam kanały pożerając co raz większe porcje deseru. W końcu przypomniałam sobie o nieprzeczytanych listach. Niestety, koperty były całe mokre ale próbowałm delikatnie je otworzyć. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to zaproszenie na bal halloween'owy. Bez większego zainteresowania odrzuciłam je gdzieś w bok. Przy drugiej przesyłce nieomal padłam na zawał. Nadawca: Niall Horan The Matrix Complex 91 Peterborough Rd London

___________________________________________________________________

Tak, tak wiem, że rozdział jest bardzo krótki, ale nie miałam weny żeby napisać coś więcej. Narazie ta historia jest straszliwie nudna, ale w następnym rozdziale obiecuję, że rozkręci się wątek miłosny :) To co, dobijecie do 10 komentarzy, proszę? ♥

JAK KTOŚ CHCE BYĆ INFORMOWANY O NOWYCH TO PISZCIE NICKI Z TWITTERA!

środa, 9 maja 2012

Chapter 7

Z przemyśleń wyrwał mnie głos Amy, która z wielkim krzykiem rzuciła mi się na szyję.
- Hej, bo zaraz mnie tu udusisz - wyrwałam się z jej uścisku
- Mam wiadomość
- No nawijaj
- W środę wszyscy idziemy do najlepszego klubu w Londynie
- Wszyscy... czyli kto?
- Ja i Zayn, Olivia i eee... - spojrzała w stronę przyjaciółki i Nialla - Ty... i .... no właśnie, a ty z kim pójdziesz?
- Pójdę sama. W końcu i tak ktoś musi was pilnować
- Nie, nie nie. Nie pójdziesz sama. Znajdziemy Ci kogoś. A teraz chodź, bo za chwilę dzwonek
Lekcje leciały w miarę szybko, zanim się obejrzałam mogliśmy już wracać do domu. Razem z Amy postanowiłyśmy jeszcze przejść się do McDonalda. Musiałam się komuś zwierzyć więc opowiedziałam jej całą historię z Niallem itp. Jak zawsze była po mojej stronie z czego się cieszyłam. Przynajmniej ktoś mnie wspierał.
- Czemu nie możesz powiedzieć o tym Olivii?
- Co ty, zabiłaby mnie. Znalazłaby jakiś powód dlaczego to ona "ma do niego prawo" a ja nie i zrobiłaby się niezła afera.
- Boisz się?
- Nie boje się, po prostu chce uniknąć komplikacji
- Eh, w sumie masz rację, gdy ona postawi sobie jakiś cel to nie da za wygraną - zaśmiała się odwracając głowe w tył - Zobacz kto siedzi za mną i się na ciebie patrzy
Byłam w siódmym niebie. Patrzył się na mnie tymi nieziemsko pięknymi, niebieskimi tęczkówkami. Poczułam jak się rumienię więc zakryłam twarz kuponami i zaczęłam chichotać.
- Amy, chodź, idziemy stąd bo tylko sie wstydu narobię - szepnęłam na co ta wyrwała mi z ręki kartkę - Nienawidzę Cię - powiedziałam z sarkazmem
- Dobra, niech Ci będzie, idziemy bo już późno
Wstałyśmy z miejsc po czym pędem pobiegłam w stronę drzwi. Nie oglądając się za siebie pociągnęłam przyjaciółkę i każda z nas ruszyła w swoją stronę. Kiedy wróciłam do domu zegarek pokazywał 19. Przywitałam się z tatą, rzuciłam torbę do pokoju i poszłam do łazienki. Miałam ochotę na długą kąpiel. Niczego tak mocno nie potrzebowałam. Puściłam sobie piosenkę Taylor Swift - You Belong With Me. Ostatnio nawet zauważyłam, że z wieloma utworami łączy mnie jakaś więź. W sumie to dobrze było wiedzieć, że osoby które to pisały miały podobne problemy i dylematy jak ja. Kiedy skończyłam kąpiel było grubo po 20. Nieźle się zasiedziałam - mruknęłam sama do siebie. Miałam jeszcze chwilę zanim pójdę spać więc w międzyczasie zajrzałam do lekcji. Kończyło się jak zwykle na tym, że mogłam spokojnie odetchnąć z ulgą, bo nauczyciele nic nie zadali. Postanowiłam poczytać nowo zakupioną książkę "Igrzyska Śmierci". Wydawała mi się bardzo ciekawa, tata nawet przyniósł mi kubek gorącego kakao do łóżka. Pochłonięta lekturą zasnęłam, lecz pech chciał że obudziłam sie już po godzinie z wielką plamą na mojej bluzce. Zaklnęłam pod nosem i ruszyłam w kierunku szafy by znaleźć jakiś inny t-shirt. Dopiero wtedy mogłam spokojnie spać.

***
- Tato, potrzebuje pieniędzy bo musze sobie kupić jakieś ciuchy na jutrzejszą impreze, pamiętasz? - powiedziałam, na co ten zaczął wymachiwać mi swoim portfelem.
Wyciągnęłam 100 funtów, po czym popędziłam do szkoły gdzie miałam się spotkać z przyjaciółkami. Planowałyśmy zrobić sobie dzisiaj wagary i przeszukać całą masę sklepów aby znaleźć jakieś odpowiednie ubrania na jutro. Na dworze było wyjątkowo ciepło, słońce dawało we znaki więc nałożyłam moja czarne, ukochane Ray-Bany.
- To co, idziemy? - spytałam podchodząc do Amy i Olivii
- A wy panny, gdzie idziecie? Już na lekcje! - krzyknęła "moja ukochana" nauczycielka matematyki
Nie chciałam żeby znowu przyłapała mnie na ucieczce bo tata nieźle by się wkurzył, także po namowie dziewczyn wróciłyśmy do budynku. Lekcje skończyły się dopiero po 16. Na zewnątrz robiło się co raz ciemniej, ale nie zrezygnowałyśmy z podbijania sklepów. Jak zwykle najtrudniej było z Oli, bo ta wybierała sukienkę 3 godziny jakby stroiła sie na nie wiadomo jaką imprezę. Do domu wróciłam około 21, nie miałam siły robić nic więcej i położyłam się spać.

Następnego dnia wieczorem
Na imprezę szliśmy dość dużą grupą, bo w ostatniej chwili dowiedziałyśmy się, że Liam, Zayn, Harry, Niall należą do tego samego zespołu o którym niedawno opowiadał mi Irlandczyk. Był tam także Louis, nie mogę powiedzieć o nim złego słowa, bo wydawał się być całkiem miły i zabawny. Po wejściu do klubu zauważyłam, że Olivia trzyma się blisko Liama i nie zarywa do Nialla, więc to był zdecydowanie dobry znak. Cały wieczór tańczyłam z przypadkowymi kolesiami, tak na zmianę. W pewnym momencie dostrzegłam nachlaną Amy przy barze. Płakała. Bez wachania wzięłam drugą przyjaciółkę pod ręke i podbiegłyśmy sprawdzić co się stało
- Zabierzcie mnie do łazienki - wyjąkała
Spełniłyśmy jej "życzenie". Wymiotowała chyba z pół godziny jak nie więcej. Twierdziła, że Zayn ją upił, a potem poszedł gdzieś z innymi dziewczynami. Nie wiedziałam czy jej wierzyć czy nie, bo ciągle kręciło jej się w głowie. Co chwilę opowiadała jakieś bzdury. Po chwili obrzygała mi rękę. Myślałam, że dostane jakiegoś ataku złości czy coś takiego, ale jak najszybciej pobiegłam ją umyć. Wtedy do łazienki weszły jakieś dwie dziunie, wiem że to troche nie w porządku ale podsłuchałam ich rozmowe
- Ten Zayn, to jakiś głupek. Widziałaś jak schlał tą małolatę?
- Przecież on tak z każdą, szczerze jej współczuje
Od początku wydawał mi się taki podejrzany, no i nie myliłam się. Natychmiast pobiegłam wyprowadzić Amy stąd, bo długo nie wytrzyma. Chodziłyśmy po klubie próbując przedostać się do głównych drzwi, lecz bezskutecznie. W końcu stwierdziłyśmy, że jednak wyjdziemy tylnymi. Niestety, Malik nas zauważył i zaczął za nami biec. Nie wiedziałam czego chciał, ale troche mnie to przerażało. Jak zwykle miałam się dobrze bawić, a ratuje dupe innym. Ale nigdy w życiu bym jej nie zostawiła, nie w takim stanie. Zatrzymałyśmy się w jakimś ciemnym zakamarku, we trójke z minami 'ale co się dzieje?!'. Nie udało się. Znalazł nas. Wparował jak burza i zaczął szarpać przyjaciółkę...

_____________________________________________________________

No to mamy 7 rozdział! Chciałabym wam wszystkim podziękować za ponad 1100 wejść i 45 komentarzy. Kocham was<3 Chciałabym zacząć dodawać rozdziały co 2-3 dni więc oczekuję co najmniej 8 komentarzy pod spodem, ok? :)