piątek, 15 czerwca 2012

Chapter 9

Nieco ponad miesiąc później
- No chyba żartujesz, że pójdę tam sama z Amy? Przecież wielka halloweenowa impreza to nie przeszkoda dla Olivii, hmh?
- Obie będziecie się dobrze bawić, ja nie zdąże już wyzdrowieć, ale jutro Liam będzie przy mnie aww
- Jak chcesz, w takim razie zdrowiej i jak coś to dzwoń
- Pa
Rozłączyłam się. Impreza bez Oli to nie impreza. Nie wiem jak sobie bez niej poradzę, ale obiecałam, że pójdę. Na 17 razem z Amy byłyśmy umówione w domu Louisa gdzie miał być też Zayn, z którym miałyśmy rozmawiać po raz pierwszy od tamtego epizodu z dyskoteki. Było dopiero południe a mi bardzo chciało się spać, oczy same mi się przymykały. Proste, efekty kolejnej nie przespanej nocy. 2 kubki kawy wcale nie pomogły więc rzuciłam się na łóżko z myślą 'E tam, to tylko 5 minut' jak co rano i zasnęłam. "Straciłam nad wszystkim kontrolę. Tylko duży huk i uderzenie. Moje serce biło jak szalone, ciężko oddychałam. Kawałki rozbitego szkła kaleczyły moje ciało. Wszystko wokół działo się w zwolnionym tempie. Obróciłam głowę lekko w prawą stronę i ujrzałam jakiegoś chłopaka. Szepnął krótkie 'to koniec' i zamknął swoje oczy. Byłam oszołomiona, pierwszy raz w takiej sytuacji. Nie wiedziałam co się dzieje. Otarłam lekko zakrwawione wargi po czym spróbowałam się wydostać. Drzwi zablokowane. Nie wydobyłam z siebie żadnego słowa. Było słychać tylko mój głośny oddech i warkot pojazdu który zaczynał się palić. Spanikowana szarpałam towarzysza, którego twarzy nie mogłam ujrzeć, pamiętałam go, tak jakby przez mgłę. Ostatni raz patrzyłam się na moje rodzinne miasto zza okna oczami przepełnionymi smutkiem i rozczarowaniem." Szybko ocknęłam się i usiadłam na łóżku. To był tylko sen - powtarzałam w myślach. Nagle zaczęło mi się robić duszno, a obraz stawał się co raz mniej wyraźny, złapałam się za głowę i na chwilę odcięłam się od całego świata.

*

- Ellie, Boże, czemu tak późno? - przywitała mnie Amy jak zwykle zatroskana o mnie jakbym była jej dzieckiem
- Nic się nie stało, nie?
- Ty sie dopiero urodziłaś czy co? - spytał Louis
- Nie no przepraszam, to nie moja wina, to wszystko przez... - zacięłam się
- Spałaś? Dzwoniłam kilka razy ale skrzynka się włączała - przyjaciółka usiadła obok mnie
- Nie tam, nie wiem co robiłam
- Oszalała - stwierdził Niall
- Nie prawda. Przestańcie się już mną przejmować, wszystko jest w porządku, obiecuje - próbowałam ich przekonać
Przez cały dzień byłam nieobecna. Nic mnie nie dręczyło w prawdzie, niczym też się nie stresowałam. Nawet fakt, że chłopak za którym szaleje tu jest jakoś niespecjalnie wprowadzał mnie w szczególny nastrój. Noc spędziłam na miejscu. Długo nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok co chwilę sapiąc z nerwów. Zwiedziłam już chyba ich cały dom łącznie ze wszystkimi zakamarkami. Zeszłam z powrotem do kuchni gdzie ujrzałam jakąś ciemną postać. No dobra, może nie był to bandyta ale zdziwiło mnie że ktoś też nie śpi.
- El, co ty tu robisz? - spytał z niedowierzaniem Malik, który cały dzień przesiedział w swoim pokoju, nie chciał nam się w ogóle pokazywać
- Nie mogę spać - szepnęłam
On nieśmiało podszedł bliżej a ja natychmiast odruchowo odsunęłam się. Nie ufałam mu.
- Przepraszam... za wszystko - złapał mnie za rękę, ale ja o dziwo nie wyrwałam swojej
- Nie mnie przepraszaj tylko Amy
- Ale ty też jesteś na mnie zła, boisz się mnie, to widać
- Dobra, przeprosiny przyjęte, ok? A ja już wracam do łóżka
- No tak... dobranoc - odparł i każde z nas poszło w inną stronę

*

Przechadzałam się ulicami Londynu dokładnie obserwując każdego człowieka którego mijałam. Przy okazji, ja sierota weszłam w kilka kałuż i moje conversy były przemoknięte do suchej nitki. O tak, brawo, jesteś genialna - pomyślałam czołgając się po klatce schodowej.
- Już jesteś, siadaj, jest bardzo ważna sprawa - oznajmił tata
- No, nawijaj
- Dostałem propozycję... pracy w Niemczech. Wyższa ranga i w ogóle, tutaj nawet nie mam co liczyć na takie coś
- Jedź - odparłam zasmucona
- Dlaczego nie pozwolisz mi dokończyć? - domagał się
- To kończ
- Mam 3 dni na podjęcie decyzji, ale nie chcę cię tu samej zostawiać, rozumiesz?
- Niemcy to nie koniec świata
- Dlaczego jesteś taka stanowcza? Normalnie jak cię znam to byś mnie błagała żebym został
- Bo wiem że to dla ciebie ważne?
- Ale nie chcę cie tu zostawiać
- Mam 18 lat, jakoś sobie poradzę, ale przemyśl to żebyś potem nie żałował
- Zrobię tak. Kocham Cię
- Ja ciebie też, a teraz zmykam do pokoju
Jak on mnie dobrze zna. Miał rację. Najchętniej rozkleiłabym tam się ale nie będe go zatrzymywać. Jest dla mnie ważny dlatego pozwolę mu wyjechać. No to Ellie... niedługo zostaniesz sama, znowu.

___________________________________________________________________

No to nowy rozdział po dłuższej przerwie! Jak wam się podoba? Proszę wyraźcie swoje opinie w komentarzach, to dla mnie bardzo ważne <3

czwartek, 17 maja 2012

Chapter 8

Był nieźle wstawiony i z wielkim trudem udało nam się od niego wyrwać, Amy przy okazji dostała kilka razy po twarzy ale przekonywała nas, że to nic poważnego. Przyjaciółki stwierdziły, że jeśli wrócą upite do domu to rodzice je zabiją także zaproponowałam nocleg u siebie. Po cichu weszłyśmy do domu, oczywiście musiałam się po drodze wywalić, tak to już jest ze mną kiedy próbuje utrzymać równowagę. Na zegarku właśnie wybiła 3 w nocy. Razem nie mogłyśmy zasnąć i zaczęłyśmy rozmawiać. Głupia ja, przypadkowo zeszłam na temat chłopaków. Miałam przeczucie, że któraś z nas zaraz coś palnie no i nie myliłam się.
- A Ellie podoba się Niall - powiedziała śmiejąc się Amy Stewart, którą miałam wtedy ochotę udusić.
Oli natychmiast zmierzyła mnie wzrokiem jakby to była jakaś zbrodnia. Schowałam głowę w dłoniach na znak że jestem bezradna i tyle.
- Kiedy miałaś zamiar mi to powiedzieć? - mówiła przez zaciśnięte zęby
- Szczerze? Nigdy. Widziałam jak z nim flirtujesz, wiedziałam, że jak ci to powiem to mnie znienawidzisz
- Ale przecież El była pierwsza - dodała Stewart
Opowiedziałam o tym, że to ja faktycznie "byłam pierwsza". Olivii zrobiło się trochę głupio i stwierdziła, że będzie musiała zostać z Liamem. "No to droga wolna..." - pomyślałam zatapiając się we śnie

***
Obudził mnie wibrujący telefon. Dziewczyny jeszcze spały, więc postanowiłam ruszyć się aby zobaczyć co tak mi nie daje spokoju. Sms od Harry'ego "Nieźle wczoraj zabalowałyście. Może miałabyś dzisiaj ochotę na spotkanie ze mną?" Spojrzałam na godzinę. 11:23. Cholera. Myślałam, że wyrobię się dzisiaj do szkoły, ale jak zwykle nie udało mi się. Odpisałam "No dobra, tylko o której i gdzie?" Po chwili odpisał "O 15? Tam na ławce gdzie po raz pierwszy się spotkaliśmy". Nie wiedziałam o co mu chodzi z tym spotkaniem, ale zaryzykuję. Na szczęście Amy i Oli zaczęły już się budzić bo sama chyba bym umarła z nudów. Pierwsza zajęłam łazienkę. Umyłam zęby, obmyłam twarz lodowatą wodą, ubrałam się w czarne rurki i cienki, szary sweterek zakładany przez głowę oraz zrobiłam warkocza z boku. Wyznaczona godzina zbliżała się nieubłagalnie szybko. Zarzuciłam tylko na siebie ramoneskę, nałożyłam czerwone conversy i wyszłam. Ruch w Londynie jak zwykle był bardzo duży i cudem dotarłam na czas. Styles już czekał.
- O wybacz, musiałeś na mnie czekać
- Właściwie, to dopiero przyszedłem, usiądź - powiedział łapiąc mnie delikatnie za dłoń, co wydawało mi się troche dziwne, ale nie wnikałam - Chciałbym o czymś z tobą porozmawiać
- O czym?
- O nas.
- A, o nas. No ok, to w takim razie nawijaj - starałam się być na luzie, ale w rzeczywistości w środku trzęsłam się jak galareta
- Dobra, więc nie lubie nawijać w bawełne, wale prosto z mostu, ostrzegam. - wziął głęboki oddech - Um... El, czujesz coś do mnie?
- To znaczy, wiesz... ym, to nic poważnego w sumie. Uważam Cię za przyjaciela i nie chciałabym tego zmieniać
Nie uzyskałam odpowiedzi. Chłopak po prostu przytaknął i odszedł. Chyba nie takiej odpowiedzi się ode mnie spodziewał. Za nim zdecydowałam się pobiec za nim zniknął mi z pola widzenia. Zrezygnowana poszłam jeszcze do Milkshake City, bo nie chciało mi się od razu wracać do domu.
- Shake'a truskawkowego proszę - wydukałam stojąc przy kasie
Po chwili mój napój był już gotowy, więc usiadłam gdzieś w kącie knajpki co chwilę popijając i spoglądając w okno - tak na zmianę. Oczy ciągle mi się przymykały, była to wina chyba tej tragicznej pogody. W końcu rozpadało się i postanowiłam czym prędzej wracać. Po drodze dostałam jeszcze smsa od taty "Będę dzisiaj później, musiałem jechać na komisariat coś wyjaśnić". Na miejsce dotarłam po około pół godziny. W między czasie sprawdziłam skrzynkę na listy, co zdarzało mi się wprawdzie bardzo rzadko. 2 listy zaadresowane do mnie, dziwne - pomyślałam wkładając je do kieszeni. Byłam cała przemoczona i od razu poszłam do łazienki się osuszyć. Był już wieczór, dlatego włączyłam telewizor, wyjęłam z zamrażarnika duży kubeł lodów i wygodnie położyłam się na kanapie. Co sekundę przełączałam kanały pożerając co raz większe porcje deseru. W końcu przypomniałam sobie o nieprzeczytanych listach. Niestety, koperty były całe mokre ale próbowałm delikatnie je otworzyć. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to zaproszenie na bal halloween'owy. Bez większego zainteresowania odrzuciłam je gdzieś w bok. Przy drugiej przesyłce nieomal padłam na zawał. Nadawca: Niall Horan The Matrix Complex 91 Peterborough Rd London

___________________________________________________________________

Tak, tak wiem, że rozdział jest bardzo krótki, ale nie miałam weny żeby napisać coś więcej. Narazie ta historia jest straszliwie nudna, ale w następnym rozdziale obiecuję, że rozkręci się wątek miłosny :) To co, dobijecie do 10 komentarzy, proszę? ♥

JAK KTOŚ CHCE BYĆ INFORMOWANY O NOWYCH TO PISZCIE NICKI Z TWITTERA!

środa, 9 maja 2012

Chapter 7

Z przemyśleń wyrwał mnie głos Amy, która z wielkim krzykiem rzuciła mi się na szyję.
- Hej, bo zaraz mnie tu udusisz - wyrwałam się z jej uścisku
- Mam wiadomość
- No nawijaj
- W środę wszyscy idziemy do najlepszego klubu w Londynie
- Wszyscy... czyli kto?
- Ja i Zayn, Olivia i eee... - spojrzała w stronę przyjaciółki i Nialla - Ty... i .... no właśnie, a ty z kim pójdziesz?
- Pójdę sama. W końcu i tak ktoś musi was pilnować
- Nie, nie nie. Nie pójdziesz sama. Znajdziemy Ci kogoś. A teraz chodź, bo za chwilę dzwonek
Lekcje leciały w miarę szybko, zanim się obejrzałam mogliśmy już wracać do domu. Razem z Amy postanowiłyśmy jeszcze przejść się do McDonalda. Musiałam się komuś zwierzyć więc opowiedziałam jej całą historię z Niallem itp. Jak zawsze była po mojej stronie z czego się cieszyłam. Przynajmniej ktoś mnie wspierał.
- Czemu nie możesz powiedzieć o tym Olivii?
- Co ty, zabiłaby mnie. Znalazłaby jakiś powód dlaczego to ona "ma do niego prawo" a ja nie i zrobiłaby się niezła afera.
- Boisz się?
- Nie boje się, po prostu chce uniknąć komplikacji
- Eh, w sumie masz rację, gdy ona postawi sobie jakiś cel to nie da za wygraną - zaśmiała się odwracając głowe w tył - Zobacz kto siedzi za mną i się na ciebie patrzy
Byłam w siódmym niebie. Patrzył się na mnie tymi nieziemsko pięknymi, niebieskimi tęczkówkami. Poczułam jak się rumienię więc zakryłam twarz kuponami i zaczęłam chichotać.
- Amy, chodź, idziemy stąd bo tylko sie wstydu narobię - szepnęłam na co ta wyrwała mi z ręki kartkę - Nienawidzę Cię - powiedziałam z sarkazmem
- Dobra, niech Ci będzie, idziemy bo już późno
Wstałyśmy z miejsc po czym pędem pobiegłam w stronę drzwi. Nie oglądając się za siebie pociągnęłam przyjaciółkę i każda z nas ruszyła w swoją stronę. Kiedy wróciłam do domu zegarek pokazywał 19. Przywitałam się z tatą, rzuciłam torbę do pokoju i poszłam do łazienki. Miałam ochotę na długą kąpiel. Niczego tak mocno nie potrzebowałam. Puściłam sobie piosenkę Taylor Swift - You Belong With Me. Ostatnio nawet zauważyłam, że z wieloma utworami łączy mnie jakaś więź. W sumie to dobrze było wiedzieć, że osoby które to pisały miały podobne problemy i dylematy jak ja. Kiedy skończyłam kąpiel było grubo po 20. Nieźle się zasiedziałam - mruknęłam sama do siebie. Miałam jeszcze chwilę zanim pójdę spać więc w międzyczasie zajrzałam do lekcji. Kończyło się jak zwykle na tym, że mogłam spokojnie odetchnąć z ulgą, bo nauczyciele nic nie zadali. Postanowiłam poczytać nowo zakupioną książkę "Igrzyska Śmierci". Wydawała mi się bardzo ciekawa, tata nawet przyniósł mi kubek gorącego kakao do łóżka. Pochłonięta lekturą zasnęłam, lecz pech chciał że obudziłam sie już po godzinie z wielką plamą na mojej bluzce. Zaklnęłam pod nosem i ruszyłam w kierunku szafy by znaleźć jakiś inny t-shirt. Dopiero wtedy mogłam spokojnie spać.

***
- Tato, potrzebuje pieniędzy bo musze sobie kupić jakieś ciuchy na jutrzejszą impreze, pamiętasz? - powiedziałam, na co ten zaczął wymachiwać mi swoim portfelem.
Wyciągnęłam 100 funtów, po czym popędziłam do szkoły gdzie miałam się spotkać z przyjaciółkami. Planowałyśmy zrobić sobie dzisiaj wagary i przeszukać całą masę sklepów aby znaleźć jakieś odpowiednie ubrania na jutro. Na dworze było wyjątkowo ciepło, słońce dawało we znaki więc nałożyłam moja czarne, ukochane Ray-Bany.
- To co, idziemy? - spytałam podchodząc do Amy i Olivii
- A wy panny, gdzie idziecie? Już na lekcje! - krzyknęła "moja ukochana" nauczycielka matematyki
Nie chciałam żeby znowu przyłapała mnie na ucieczce bo tata nieźle by się wkurzył, także po namowie dziewczyn wróciłyśmy do budynku. Lekcje skończyły się dopiero po 16. Na zewnątrz robiło się co raz ciemniej, ale nie zrezygnowałyśmy z podbijania sklepów. Jak zwykle najtrudniej było z Oli, bo ta wybierała sukienkę 3 godziny jakby stroiła sie na nie wiadomo jaką imprezę. Do domu wróciłam około 21, nie miałam siły robić nic więcej i położyłam się spać.

Następnego dnia wieczorem
Na imprezę szliśmy dość dużą grupą, bo w ostatniej chwili dowiedziałyśmy się, że Liam, Zayn, Harry, Niall należą do tego samego zespołu o którym niedawno opowiadał mi Irlandczyk. Był tam także Louis, nie mogę powiedzieć o nim złego słowa, bo wydawał się być całkiem miły i zabawny. Po wejściu do klubu zauważyłam, że Olivia trzyma się blisko Liama i nie zarywa do Nialla, więc to był zdecydowanie dobry znak. Cały wieczór tańczyłam z przypadkowymi kolesiami, tak na zmianę. W pewnym momencie dostrzegłam nachlaną Amy przy barze. Płakała. Bez wachania wzięłam drugą przyjaciółkę pod ręke i podbiegłyśmy sprawdzić co się stało
- Zabierzcie mnie do łazienki - wyjąkała
Spełniłyśmy jej "życzenie". Wymiotowała chyba z pół godziny jak nie więcej. Twierdziła, że Zayn ją upił, a potem poszedł gdzieś z innymi dziewczynami. Nie wiedziałam czy jej wierzyć czy nie, bo ciągle kręciło jej się w głowie. Co chwilę opowiadała jakieś bzdury. Po chwili obrzygała mi rękę. Myślałam, że dostane jakiegoś ataku złości czy coś takiego, ale jak najszybciej pobiegłam ją umyć. Wtedy do łazienki weszły jakieś dwie dziunie, wiem że to troche nie w porządku ale podsłuchałam ich rozmowe
- Ten Zayn, to jakiś głupek. Widziałaś jak schlał tą małolatę?
- Przecież on tak z każdą, szczerze jej współczuje
Od początku wydawał mi się taki podejrzany, no i nie myliłam się. Natychmiast pobiegłam wyprowadzić Amy stąd, bo długo nie wytrzyma. Chodziłyśmy po klubie próbując przedostać się do głównych drzwi, lecz bezskutecznie. W końcu stwierdziłyśmy, że jednak wyjdziemy tylnymi. Niestety, Malik nas zauważył i zaczął za nami biec. Nie wiedziałam czego chciał, ale troche mnie to przerażało. Jak zwykle miałam się dobrze bawić, a ratuje dupe innym. Ale nigdy w życiu bym jej nie zostawiła, nie w takim stanie. Zatrzymałyśmy się w jakimś ciemnym zakamarku, we trójke z minami 'ale co się dzieje?!'. Nie udało się. Znalazł nas. Wparował jak burza i zaczął szarpać przyjaciółkę...

_____________________________________________________________

No to mamy 7 rozdział! Chciałabym wam wszystkim podziękować za ponad 1100 wejść i 45 komentarzy. Kocham was<3 Chciałabym zacząć dodawać rozdziały co 2-3 dni więc oczekuję co najmniej 8 komentarzy pod spodem, ok? :)

niedziela, 29 kwietnia 2012

Chapter 6

- Ellie Gilbert? - zapytał jeden z policjantów
- Tak, to ja
- Chciałbym zadać kilka pytań, zapraszam za mną
Natychmiast poszłam za funkcjonariuszem. Cała ta sprawa dosyć mnie przerażała. Weszłam do ciasnego pomieszczenia, po czym usiadłam na miejsce a mężczyzna rozpoczął rozmowę o ile można było to tak nazwać
- Co wiesz o całej sprawie?
- Tylko to że mój tata został oskarżony o pobicie, nic więcej
- Co twój tata robił wczoraj wieczorem?
- Jak co tydzień wychodził do kolegów
- Czy kiedykolwiek bywał agresywny, w jakich stosunkach jesteście?
- Nigdy nie jest agresywny, wszystko zawsze przyjmuje ze spokojem. Jesteśmy w bardzo dobrych stosunkach
- Dobrze, możesz już iść
Tato powiedział żebym wracała do domu i niczym się nie przejmowała. Chyba ten spokój odziedziczyłam po nim, bo była to poważna sprawa a jednak nie wpadłam w panikę. Gdy wróciłam do domu na zegarku wybiła 13. Rzuciłam się na moje łóżko i założyłam słuchawki. Tym razem na iPodzie leciało 'Ed Sheeran - Drunk'. Leżałam może z pół godziny kiedy rozległ się dzwonek do
drzwi. W progu zobaczyłam moje uśmiechnięte przyjaciółki, które od razu rzuciły mi się na szyje
- Ale, o co wam chodzi? - spytałam zdziwiona
- Jak to o co chodzi? Dostałyśmy od ciebie dzisiaj prezenty, dzięki naprawdę nie musiałaś - powiedziała Amy - Możemy wejść?
- Tak jasne
Za kilka minut dostałam wiadomość na Twitteze od Harry'ego "Nie musisz mi dziękować". Uśmiechnęłam się pod nosem i wróciłam do rozmowy z przyjaciółkami. Olivia zachwycała się nowo poznanym chłopakiem. Doskonale wiedziałam, że Liam jej nie wystarcza, ona potrafiła kręcić z pięcioma na raz więc co się dziwić.
- No mówię wam jest boski! Pracuje niedaleko w sklepie muzycznym. Ellie, jutro pójdziesz tam ze mną, muszę ci go pokazać!
Rozmawiałyśmy jeszcze co najmniej 3 godziny bo praktycznie tematów nie było końca. Powoli zbierał się wieczór dlatego Amy i Oli opuściły mój dom. Zadzwoniłam jeszcze tylko do taty zapytać się co u niego i poszłam spać. To było zdecydowanie za dużo emocji jak na jeden dzień.

***
- No Ellie pośpiesz się! Za niedługo zamykają! - krzyczała przyjaciółka z przedpokoju - Chcesz go zobaczyć czy nie?!
- Idę! - wrzasnęłam wychodząc z łazienki
Pod sklep muzyczny dotarłyśmy po 10 minutach. Przyjaciółka kazała mi nie wchodzić do środka, uznała że będzie lepiej jeśli obejrzę to wszystko z zewnątrz. Po chwili z jak miewam
zaplecza wyłonił się znajomy chłopak a ja tylko patrzyłam się jak ona perfidnie z nim flirtuje a on jak widać nie zdołał oprzeć się jej urokom. Zdenerwowana, jak burza wbiegłam do sklepu
mocno trzaskając drzwiami i w tamtym momencie wszystkie oczy były skierowane na mnie. Miałam ochotę krzyknąć coś w stylu 'Niall ty idioto, co ty wyrabiasz przecież ja byłam pierwsza' ale w porę się opamiętałam i jak gdyby nigdy nic zaczęłam rozglądać się za płytami. Irlandczyk chyba nadal gniewał się na mnie za tą akcję z Harrym ale chyba dopiero teraz sobie
uświadomiłam... czy on był zazdrosny? Tak, zdecydowanie. Starał się wywrzeć na mnie jak największe wrażenie dlatego podrywał Olivię, a ja stawałam się co raz bardziej zła. W końcu
zauważyłam że wymieniają się numerami telefonów. Tutaj nie wytrzymałam, po prostu wybiegłam w trybie natychmiastowym, jakby dosłownie się paliło. Obejrzałam się jeszcze za siebie i zobaczyłam biegnącą Oli w moim kierunku. Przyśpieszyłam krok ale i tak mnie dogoniła.
- Ellie, wszystko w porządku? - krzyknęła
- Tak tak po prostu muszę iść do domu, zadzwonię - skłamałam
Po powrocie rzuciłam się na łóżko z wielkim rykiem płaczu. Zadawałam sobie jedno pytanie... dlaczego on to zrobił? Jeżeli ma tak zawsze z każdą zapoznaną dziewczyną to chyba nie
chłopak dla mnie. Byłam zbyt przejęta tą sprawą że nawet nie zauważyłam, że policja postanowiła wypuścić już tatę. Nie wiem co ten gościu którego niby pobił im naopowiadał ale był całkiem niezły w te klocki skoro zatrzymali ojca na tak długo.
- Wszystko ok? Chodź, zjesz obiad - powiedział tata wchodząc do pokoju - No porozmawiaj ze mną
- Weźcie dajcie mi święty spokój... a co na obiad?
- Frytki
- Fuuuj... pełno tłuszczu. Jestem zbyt gruba żeby to jeść - mówiłam cały czas trzymając głowę w poduszce
- No dobra, ale jeśli zmienisz zdanie to przyjdź
Rozryczałam się jeszcze bardziej. Ruszyłam swój tłusty zad z łóżka i zmierzyłam w stronę lustra mówiąc do siebie
- Gilbert, ale ty jesteś gruba... no tak, przecież nikt ci tego nie powie w twarz... z grzeczności. Bierz się za siebie bo żaden cie nie zechce
Wytarłam twarz zalaną łzami, sięgnęłam z półki nocnej swojego najlepszego przyjaciela - iPoda i z powrotem padłam na pachnącą pościel. Wszystko powoli zaczynało mnie wykańczać i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę że tak dawno nie rozmawiałam z mamą, a właściwie z jej zdjęciem, ale czy to ważne. Zawsze czułam że ona jest niedaleko i mnie wspiera. Wzięłam do
rąk ramkę i w ciszy wpatrywałam się w nią z dobre 10 minut. Nagle poczułam, że po prostu odlatuję i zasnęłam.

***
No i skończył się weekend. Ten czas tak szybko leci że szkoda gadać. Wygramoliłam się z łóżka, przejrzałam się w lustrze po czym zaczęłam przygotowywać się do szkoły. Mówiłam już że nienawidzę poniedziałków? Dzisiaj zbierałam się w tempie 1000 razy wolniejszym niż zwykle mimo że wczoraj poszłam szybko spać to czułam się jak nieprzytomna, na nic nie reagowałam. Niestety miałam tak bardzo często. Ogólnie dużo razy choruję, mój organizm jest strasznie słaby co powoli zaczynało mnie irytować. Przekonana że jak zwykle się spóźnię wyszłam z domu i zmierzyłam w kierunku szkoły. Na dzień dobry oczywiście czekała na mnie miła niespodzianka. Przed ogromnym budynkiem zauważyłam Olivię z Niallem. Ciekawe czy on wie że ona jest zajęta. Pękło coś we mnie ponownie. To uczucie sprawiało że miałam ochotę gdzieś uciec od tego cholernego świata i ludzi. Pocieszałam się powiedzeniem że kiedyś musi być źle żeby potem było dobrze.

_____________________________________________________________________________

No to macie dłuuuuuższy rozdział niż zwykle. Jest strasznie nudny, już niedługo pojawi się reszta chłopaków z 1D, obiecuję. Dedykuję go Oli, @OlaDabrowska ;* Następny pewnie dodam po tych wszystkich świętach majowych. Następny rozdział jak będzie 12 komentarzy!

czwartek, 26 kwietnia 2012

Chapter 5

- Hej, Niall zaczekasz na mnie? - krzyknęłam zbliżając się do niego
- Przepraszam ale śpiesze sie - powiedział i zaczął biec
- O co tu w ogóle chodzi? Wyczuwam jakieś małe spięcie - zapytał Harry
- Tak, bo to ty wywołałeś to spięcie. nie wiem czy wiesz ale przychodzisz zawsz w najmniej odpowiednich momentach, także zniknij na zawsze
- Mogę spróbować Ci pomóc jak chcesz - zaproponował
Wtedy zadzwonił dzwonek i bez słowa zmierzyłam w stronę szkoły. Tam musiałam jeszcze gnić 2 godziny - wf i chemia. Potem już tylko weekend. Co do Olivii i Amy to nadal się do mnie nie odzywały, muszę spróbować to naprawić. Ale najgorsze jest to że wcale nie miałam pojęcia jak. Z "przymuloną" miną wyszłam z budynku po czym nałożyłam słuchawki i włączyłam "Demi Lovato - Believe in me". Byłam jakoś powiązana z tą piosenką, szczerze czułam się jakbym sama ją napisała. Po około 15 minutach byłam już w domu. Dziwnie. Zawsze w piątkowe wieczory wychodziłam gdzieś z przyjaciółkami, a teraz siedzę sama jak kołek. Nawet tata gdzieś wyszedł ze swoimi kumplami. Było mi strasznie nudno więc skorzystałam z okazji i nadrobiłam dwa
najnowsze odcinki mojego ulubionego serialu The Vampire Diaries. Wybiła 18. Lekko przysnęłam na kanapie gdy usłyszałam dzwonek do drzwi.
- No cześć. Co znowu nie w porę? Zadzwoniłbym ale twój numer telefonu nie działa - powiedział Styles a ja natychmiast zaczęłam się śmiać
- Nie no... wchodź, wchodź - zaprosiłam go gestem ręki do środka - Więc... co cię tu sprowadza? - zapytałam
- Ostatnio tak sobie myślałem i wiem że przyniosłem ci troche kłopotów, ale dasz szansę sobie pomóc?
- Skoro nalegasz... a tak w ogóle to udawanie poważnego wcale ci nie wychodzi - kolejny raz parsknęłam śmiechem - Siadaj, więc jak chcesz mi pomóc, hm?
- Oczekujesz czegoś ode mnie?
- Pomóż mi odzyskać przyjaciółki a będe twoją dłużniczką do końca życia, naprawdę - powiedziałam
- Oo, no widzisz... to może... - zastanawiał się
- Taka pierwsza myśl z brzegu, prezenty? - strzeliłam
- Myślisz że to je przekona?
- Co jak co, ale kobiety uwielbiają jakiekolwiek podarunki. Jesteś facetem, jak mogłeś o tym nie wiedzieć?
- No dobra, 1:0 dla ciebie - posmutniał
- Yeah! - zrobiłam okrzyk zwycięstwa
Przez resztę wieczoru omówiliśmy wszystkie szczegóły. Nie mogliśmy wymyśleć idealnego prezentu, ale odkąd pamiętam Amy chciała gitarę a Olivia narzekała że przydałby się jej nowy iPod więc przynajmniej to mieliśmy już z głowy.
- To co, ja już może pójdę - powiedział Harry
- Możesz zostać jak chcesz. I tak do końca wieczoru siedzę sama w domu. - zaproponowałam, a on tylko przytaknął
Oglądaliśmy razem jakiś film, trochę nudny był i nawet nie zauważyłam kiedy przysnęłam. Obudziłam się dopiero rano, musiałam zasnąć na kanapie bo Harry pewnie przeniósł mnie do łóżka i poszedł. Zaspana wesłam do kuchni po czym zrobiłam sobie gorące kakao i włączyłam telewizor. Jak co rano leciały jakieś bajki i same programy informacyjne. Dora poznaje świat, bardzointeresujące - zaśmiałam się. Chwilę później zorientowałam się że mój telefon nieustannie brzęczy. Nieznany numer. Odebrałam
- Ellie Gilbert? - zapytał jakiś mężczyzna
- Tak, przy telefonie. O co chodzi?
- Tutaj policja. Twój ojciec został zatrzymany. Ktoś oskarżył go o pobicie, prosimy o jak najszybsze przybycie
- Yy... tak tak zaraz będe - powiedziałam rzucając komórką o kanapę
W pośpiechu zaczęłam wyciągać z szafy czyste ubrania, a następnie wpadłam do łazienki gdzie ubrałam się, uczesałam i zrobiłam lekki makijaż. Wybiegłam z mieszkania po czym udałam się
na posterunek policji. Tuż przy wejściu czekał na mnie mój tata. Nigdy w życiu nie uwierzyłabym że mógłby kogoś pobić. To zdecydowanie nie było do niego podobne.
- Tato, to prawda? - zapytałam drżącym głosem
- Ellie, ja na serio nie wiem co się wtedy stało - powiedział patrząc się na dół
Nie odpowiedziałam. Po prostu rzuciłam mu się w ramiona z nadzieją, że wszystko w końcu się ułoży.

________________________________________________________________________
Wiem że rozdział strasznie głupi ale pisałam go naprawdę na szybko. Obiecuję że następny będzie mega długi, postaram się :) Jeśli chcecie być informowani o nowych notkach to zostawcie w komentarzach swoje nicki z twitterów (mój twitter @Lovato1DGrande). Następny rozdział jak będzie 10 komentarzy, tak jak poprzednio, nie bądźcie źli, po prostu te komentarze mnie motywują :)Wierzę w was kochani (:

czwartek, 19 kwietnia 2012

Chapter 4

W ciągu najbliższej minuty pogoda strasznie się popsuła. Grzmiało, a na dodatek padał deszcz z gradem. Obydwoje biegliśmy z kapturami założonymi na głowach. Do pobliskiego KFC wpadliśmy jakby się paliło. Wyglądałam po prostu jak jakaś zmokła kura.
- Chyba przez ten cały bieg zgłodniałem jeszcze bardziej
- Ja też - odparłam idąc w kierunku kasy
Zamówiłam tylko twistera i colę, ale za to on... lepiej nie mówić. Blondyn jadł za 10 osób. Zupełnie nie wiedziałam gdzie on to mieści.

* * *
- To, co może opowiesz mi coś o sobie? - zapytał Niall
- Więc... nazywam się Ellie. Ellie Gilbert. Mam 18 lat, mieszkam z tatą na przedmieściach Londynu... i chyba nawet chodzimy do tej samej szkoły. No to tak w skrócie. Twoja kolej.
- Niall Horan, mam 18 lat. Pochodzę z Irlandii, ale niestety musiałem się z tamtąd wyprowadzić. Jestem w zespole, ale to nie jest jakiś sławny zespół czy coś, wiedzą o tym chyba tylko nasze rodziny i pare osób ze szkoły
- O, to super. Jak sie nazywacie?
- One Direction
- Wiesz co, chętnie bym sie zapytała o członków, ale ja w tej szkole prawie nikogo nie znam, no oprócz ludzi z mojej klasy oczywiście
- Rozumiem, a właściwie to już sie spotkaliśmy, mam rację?
- Eh, nawet nie wspominaj. Pierwszy dzień szkoły, to była jakaś masakra
- A no, teraz sobie przypomniałem. To wtedy cie samochód oblał?
- Ty to wiesz jak podnieść dziewczynie ciśnienie... - zaśmiałam sie
- Przepraszam, przepraszam. Ale w sumie to musze już iść, mam nadzieje że sie spotkamy jeszcze - uśmiechnął się wstając z miejsca
W fast foodzie siedziałam jeszcze z 10 minut. Nadal nie mogłam ochłonąć. Dziwiłam się sama sobie, że ta rozmowa poszła mi tak sprawnie i naturalnie. Miałam właśnie wychodzić kiedy
niespodziewanie w drzwiach pojawiła się moja znienawidzona nauczycielka matematyki. Serce mi zaczęło bić jak szalone. Wiedziałam, że będe miała kłopoty bo prawie codziennie albo sie
spóźniam, albo uciekam z lekcji.
- No, no... kogo my tu mamy - uśmiechnęła się sztucznie - Ellie Gilbert. To tak spędzamy czas w którym powinnaś być w szkole?
- Nie pani sprawa - powiedziałam drżącym głosem i wyszłam
No to przynajmniej uniknęłam kazania, które zapewne potrwałoby z pół godziny. Resztę popołudnia spędziłam szwędając się po mieście, jakoś musiałam zagospodarować ten czas aż do
powrotu taty. Wybiła 16 więc postanowiłam wrócić już do domu. Niestety po minie ojca spodziewałam się niezbyt dobrych wiadomości.
- Dzwonili ze szkoły. Znowu uciekłaś - powiedział ze spokojem
Zaklnęłam cicho. Pewnie ta głupia baba do niego zadzwoniła. Będe mieć niezłe piekło nie tylko w szkole ale i w domu. Po prostu cudownie...
- Musiałam, naprawdę. To nie były jakieś wagary bo 'a tam nie chciało mi się siedzieć w sql'. Obiecuję.
- Dobra, tym razem ci odpuszczam, ale spróbuj jeszcze raz to... nie chcesz wiedzieć. - odparł
Przewróciłam oczami i udałam się do mojego pokoju. Tak w ogóle przez kilka ostatnich dni wcale nie korzystałam z internetu więc było trochę do nadrobienia. Oczywiście pierwszą stroną
którą włączyłam był Twitter. Moje uzależnienie od niego nie znało granic. Zobaczyłam wiadomość od Harry'ego:
"@EllieGilbert Przepraszam."
Zaśmiałam się. Głupek myśli, że mu odpuszczę. A prawda jest taka, że go zabiję. Nie dosłownie, ale zrobie mu takie piekło że sobie tego nie wyobraża. Przez niego straciłam przyjaciółki.
Miałam cichą nadzieję, że jeszcze kiedyś mi wybaczą. Pamiętam jak my - małe, dziesięcioletnie dziewczynki przyrzekałyśmy, że nigdy siebie nie okłamiemy choćby nie wiem co. Nie miałam
pojęcia czy jako pierwsza się złamałam. Dobra, dosyć tego użalania się nad sobą - pomyślałam. Wyłączyłam laptopa, ułożyłam się na łóżku i zaczęłam układać playlistę na moim iPodzie.
Było już dosyć późno i sama nie pamiętam kiedy zasnęłam. Obudził mnie dopiero mój poranny budzik. O dziwo byłam wyspana, co zdarzało się bardzo rzadko. Wstałam z łóżka, po czym
udałam się do kuchni i zjadłam moje ulubione płatki czekoladowe z mlekiem. Następnie umyłam zęby, ubrałam się, uczesałam włosy w warkocz i zrobiłam lekki makijaż. O 7:40 wyszłam z domu. Do szkoły dotarłam kilka minut przed dzwonkiem. Fizyka, angielski, matematyka, francuski... i nareszcie przerwa na lunch. Jak codzień wyszłam na dwór w poszukiwaniu stolika, przy którym mogłabym usiąść. Nagle usłyszałam głos zza moich pleców
- Hej, patrz znowu się spotykamy - powiedział
- Cześć Niall. Miło cię znowu widzieć
- To co, siadamy tam? Jeśli oczywiście masz ochotę - zapytał wskazując palcem na wolne miejsca
- Tak jasne
Było naprawdę bardzo miło. Niall jest strasznie słodki i zabawny, szkoda że przerwa trwa tylko pół godziny, bo z nim mogłabym spędzić całą moją wieczność.
- Hej - ktoś podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek
- Yyy... że co? Ty znowu mnie śledzisz? - powiedziałam do Harry'ego
- No przestań... - odparł
- Dobra, to wy sie znacie? Nie będe wam przeszkadzał - powiedział nieco zmieszany irlandczyk
- Nie nie, on już idzie - powiedziałam, ale za późno, już poszedł
- Świnia z ciebie wiesz?! - wykrzyknęłam i zaczęłam biec za Niallem

_____________________________________________________________________

No to macie trochę dłuższy rozdział. Baaaaaaaaaardzo was proszę o komentarze, dlatego następny pojawi się dopiero jak będzie ich co najmniej 10! Chyba dacie radę? Jak ktoś chce być informowany o NN to piszcie swoje nicki z twitterów.

środa, 11 kwietnia 2012

Chapter 3

Sama dokładnie nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać z zaistniałej sytuacji. Jedyne co teraz mnie utrzymywało przed wyeksplodowaniem był fakt, że okłamałam moje przyjaciółki,
więc trzeba było to obrócić tak, żeby wyglądało wiarygodnie. Amy i Olivia stały jak wryte patrząc się raz na mnie, raz na chłopaka. On również był nieźle zmieszany. Ja tylko pociągnęłam go za ręke do sali.
- Co ty sobie w ogóle wyobrażasz?! Śledzisz mnie, czy co?! - krzyknęłam
- Powiedziałaś przyjaciółkom, że jestem twoim chłopakiem? Nieźle, nieźle - zaśmiał się
- Ani słowa. Siadasz ze mną. A jeśli powiesz coś nie tak to uduszę cię gołymi rękoma, zrozumiano?
- A co jeśli nie zechcę? - powiedział, a ja tylko zmroziłam go wzrokiem na co ten uniósł dłonie na znak że się zgadza
Po niecałych dwóch godzinach seans się skończył. Amy i Oli gdzieś zniknęły ze swoimi chłopakami. No pięknie, zostawiły mnie na pastwę losu - pomyślałam. Byłam skazana znowu na tego... eh, z resztą nieważne. Płakać mi się chciało. Za Chiny nie pomyślałabym, że to może tak się ciągnąć. Do jednego byłam przekonana - musze to jak najszybciej skończyć i wyznać prawdę
nim będzie za późno. Z przemyśleń wyrwał mnie głos Harry'ego:
- Ładnie to wymyśliłaś
- Słuchaj, to było pod wpływem impulsu, chwili, ok? Eh... pomożesz mi?
- Wcześniej byłaś dla mnie taką zołzą, a teraz prosisz o pomoc?
- Dobra, przepraszam, ok? Byłam głupia, bardzo, bardzo głupia. Sama nie wiedziałam, że to tak się potoczy
- Proponujesz jakiś układ czy co?
- Chodzi tylko o kilka spotkań. Wiesz, żeby je troche wkręcić... zgadzasz się?
- Zgadzam. Ale zaczynamy od zaraz - posłał mi cwaniacki uśmieszek i objął ramieniem

* * *
- O patrz. To ta Ellie. Ktoś ich wczoraj widział razem. Jak myślisz, to o nią chodzi? - usłyszałam głos jakiegoś chłopaka przy wejściu do szkoły
Wszyscy dziwnie się na mnie patrzyli. To było dość małe liceum, także znaliśmy siebie nawzajem. Nie mówie oczywiście o sobie, bo ja zawsze byłam zacofana w tych sprawach.
- Amy, Boże, czemu oni tak się na mnie gapią?
- Nie udawaj, że nie wiesz. Jak mogłaś?
- Zaraz, zaraz. Wyjaśnisz mi? Bo ja nie rozumiem za bardzo
- O tak, tutaj - powiedziała przyjaciółka i zaczęła mi machać telefonem przed twarzą. Widniał tam tweet Harry'ego:
"Udawany związek zawsze nie jest zły, co?"
Oczy mi prawie wyszły z orbit. Nie umiałam przyznać się do kłamstwa, po prostu nie mogłam.
- Co to ma znaczyć? - powiedziałam cicho
- To ma znaczyć, że okłamałaś nas z tym twoim chłoptasiem - odparła Olivia i obie odeszły
Zwiałam z lekcji. I tak nie umiałabym tak siedzieć, szczególnie przy nich. Miałam teraz jedno zadanie: zabić Stylesa. Tak cholernie go znienawidziłam. Zrobił mi to na złość. Przepełniona
gniewem i płaczem biegłam w stronę domu. Wdrapałam się z trudem po schodach do mieszkania po czym zaczęłam szukać kluczy po kieszeniach. Zaklnęłam pod nosem. Zawsze je tam
nosiłam, no ale pewnie mi wypadły w trakcie biegu. Wróciłam się z powrotem na dwór. Postanowiłam, że pójdę do parku. Chodziłam tam bardzo często, w sumie bez żadnego wyraźnego
powodu. Przysiadłam na ławce i przy okazji wyryłam na niej kilka napisów paznokciem. Straciłaś przyjaciółki idiotko - pomyślałam.
- Pomóc Ci w czymś? - usłyszałam jakiś głos
- Yy... nie, nie poradzę sobie - jąkałam się jak oszalała
- Bo wiesz, wygląda na to, że zaraz będzie padać...
- Eh, ta londyńska pogoda. A tak w ogóle to Ellie jestem.... e no tak, Ellie. - mówiłam co chwilę zacinając się
- Ładnie. A ja jestem Niall. Niall Horan właściwie - przedstawił się po czym ja posłałam mu ciepły uśmiech - Co powiesz, żebyśmy poszli coś zjeść? Słyszałem przed chwilą jak grzmi, a chyba
tak tu nie zostaniemy co?
- Coś tak myślę, że chyba powinnam już wracać... - powiedziałam, a on natychmiast posmutniał - A z resztą, co mam do stracenia. Możemy iść.

__________________________________________________________________________________________________

Przepraszam, że taki krótki, ale postaram się napisać następny dłuższy! PROSZĘ BARDZO ŻEBYŚCIE KOMENTOWALI, BO DLA MNIE TO MOTYWACJA TO DALSZEGO PISANIA! Mój twitter to @Lovato1DGrande. Jeśli chcecie być informowani, piszcie w komentarzach lub na tt!